O OooO o!

Polska, Polska, Poland
Jazda Jazdeczka Jazdunia.

niedziela, 29 listopada 2009

ehh...

Witajcie , dzisiaj zero beki , długo nie pisałem...i ma to zwiazek chyba z tym co tu zaraz opisze ,wkońcu zebrałem się na odwagę żeby komuś to opowiedzieć ,gdyby nie wsparcie najbliższych prawdopodobnie nie byłoby mnie tutaj...nie jest dobrze...ale od początku...



Jakieś 2 tygodnie temu obudziłem się  koło godziny 7 , obojętny , nic mi się nie chciało ,nie miałem siły wstać , sięgnąc po szklankę z wodą , nie miałem siły żeby włączyć kompa , myślałem że poprostu jestem niewyspany ,że wypije kawę i zaraz przejdzie...poprosiłem z wielkim trudem ( tak ,nie miałem siły nawet mówić ,każde słowo było bólem ) swą ukochaną aby zrobiłą mi kawę .

Po wypuciu owego naparu ,leżałem ,myślałem że zacznie działać ,że to przejdzie...jednak stan ten nie ustępował ,mało tego ,miałem wrażenie że nasilał się z każdą sekundą...

Następnego dnia było jeszcze gorzej...nawet leżeć mi się nie chciało ,czułem że opadam z sił ,wykonanie najmniejszej czynności było katorgą...czułem jak uletuje ze mnie życie...zaniepokoiła się tym moja rodzina ,nie dzwoniłem do domu , nie odpisywałem na smsy...nie miałem siły...poprostu nie miałem siły...

Wkońcu dałem się namówić aby pójść do lekarza , uważałem to za bezcelowe bo te konowały tylko klepną dwa razy , wypiszą recepte na syrop i tyle ,ale nie ,lekarz zmaszczył brwi , skierował na prześwietlenie ,podłączył mnie do czegoś , zupełnie jak na filmach , pierdoły , wykresy , monitory , tylko sondy w dupę brakowało , na wyniki miałem czekać tydzień...

Oczekiwanie było najgorsze...każdy telefon wywoływał u mnie lęk ,nie chciałem wiedzieć ,obawiałem się najgorszego...bo po rozmowie z rodziną ,okazało się że te objawy występowały u mnie już od narodzin...nawet kiedy jeszcze nie było mnie na świecie ,lekarze powiadomili moich rodziców ,że mogą wyniknąc pewne komplikacje zdrowotne ,nie mylili się...

Dni mijały ,  spałem ,leżałem ,siedziałem...stan się nie pogarszał ,wszystko wydawało się być wporządku ,lecz w głowie tylko jedna myśl...wynik...czułem się jak przed egzekucją ,jak przed sądem najwyższym...i wiedziałem że przegram.


Wkońcu nadszedł ten dzień , powiedziałem sobie ,że musze przyjąc nawet najgroszą wiadomość z godnoscią , przecież na świecie jest pełno ludzi w gorszej sytuacji , nie jestem jedyną osobą z nieuleczalnę chorobą...nie mogę się poddawać...


Nie będę was zanudzał ,przecież macie swoje problemy , napiszę krótko , wykryto u mnie syndrom ZLC , rzadko spotykany ,nieuleczalny ,ale można z tym żyć.


Pewnie większość z Was nie wie co to ZLC...













Zajebiście Leniwy Człowiek :D


Hans! :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz