O OooO o!

Polska, Polska, Poland
Jazda Jazdeczka Jazdunia.

środa, 30 grudnia 2009

dzienniki z podróży

Więc typu , że!

Po moim powrocie z Polski C , parę przemyśleń do łba mego pustego zazwyczaj , dobijać poczęło.
Otóż i one , jak zwykle chaotycznie jak tylko się da.

W czasie podróży , niezbędnymi zdaje się są jej środki.Wszystko wporzo jeśli odległość od punktu A do punktu G jest niewielka.Gorzej jednak jeśli należy przebyć więcej niż wynosi rzut przeciętnym beretem.Co należy wtedy czynić?Otóż ja zwykłem podróżować wtedy przy pomocy PKP.Choć pomoc to może nie najlepsze określenie "tego".
Mimo wielokrotnych pytań , porównań , sprawdzań i próśb - żaden , podkreślam ŻADEN , przyjazd pociągu do stacji docelowej nijak nie ma się do rozkładu.Co więcej miłe panie w informacji , wiedzą tyle co i ja , gdyż korzystają z TESTOWEGO portalu pasażera.No brak słów.

Panie w kasach to odrębna kategoria - już raz prawie wysłano mnie nad Odrę przez Berlin.Tym razem jednak miła pani raczyła nam sprzedać bilet , który upoważniał do jazdy o trzynaście(!) stacji bliżej niż docelowa.Padaka.
Nie licząc niezliczonych przesiadek podróż zajęła nam 7 i pół godziny.Przebyliśmy w tym czasie oszałamiającą odległość 200 km.Co daje średnią prędkość podróży rzędu 26 km/h.Królik porusza się szybciej.

Jednakże jako że monopol należy do PKP nie mam zbyt wielkiego wyboru jeśli chodzi o takie podróże , a prawka nikt o zdrowych zmysłach mi nie da...
Zamykając sprawę Pierdolących Każdego Pasażera przewoźników , zagłębmy się w dalsze przemyślenia , niczym cygan w gówno.
A więc z ochotą i smakiem.

Czytając w trakcie lekko przydługiej podróży gazety , natknąłem się na przygody pana Józefa Tarasiewicza.Pan ów wyszedł z domu w Małopolsce , a znalazł się w Ustrzykach Górnych(czy tam Dolnych , chuj z tym).Co więcej utracił on w międzyczasie pamięć.Zlokalizowanie rodziny i tożsamości owego zajęło około pół roku.Dlaczegóż to?Otóż Żona i Córa owego , nie zgłosiły jego zaginięcia na policję.Przez pół roku!Uznały , że jako to on się obraził(przed zaginięciem) to on powinien pierwszy się odezwać.Chuj z tym , że mógł już nie żyć , najważniejsza jest urażona duma jakichś dwóch pizd.Niech oceni to historia.

Co może być przyczyną takiego rozpadu więzi społecznej w społeczeństwa najniższej komórce(czyt. Rodzina)?Ja obstawiam telewizję.Jestem jej niechętny nie od dziś a to właśnie z powodu jej tajemnej mocy wciągania.Między serialami pochłonięci fascynacją czyimś wymyślonym "prawdziwym życiem" , zapominamy o własnym.
Kto nie wierzy , niech zmierzy.Oto mały eksperyment , który dla was przygotowałem , moje kochane głuptasy.

Będzie potrzebne nam:
Rodzina gotowa do obiadu
Telewizor

Podczas obiadku , z partyzanta uruchomcie telewizor.Niech będzie jakiś chujowy serial , cokolwiek.Ucichną rozmowy , a każdy członek i każda wagina wlepi wzrok w telepudło.Róbcie tak co dzień przez kilka lat , a wtedy przekonacie się , że żyjecie pod jednym dachem z obcymi ludźmi.Fajnie nie?

I na koniec uwaga.Jeżeli posiadasz bloga , w którym dzielisz się swoimi przemyśleniami , to błagam kurwa.

Ajns!
Chcesz pisać o rzeczach ważnych i inteligentnych?To je poprzyj argumentami.Inteligentnymi.Niestety jakoś wśród takich panuje miernota umysłowa.
Cfaj!
Nie próbuj nawet polemizować z inteligentniejszymi od siebie - wyjdziesz na durnia.Durniu.
Draj!
Naucz się logiki.Pomaga.
Fir!
Czasem pomyśl nim się uniesiesz.A! szarady są fajne, szczególnie jeśli ktoś jest zbyt głupi, by je rozwiązać.

Wściekła Ryba.

Ps.
Jadąc dziś autobusem , kierowcy naszemu (autobusu) drogę zajechał i pierwszeństwo wymusił nieoznakowany radiowóz.Mili panowie z wąsem włączyli kogut i opierdolili autobusiarza.Jak długo jeszcze odznaka będzie uprawniała do stania ponad prawem?

JP na 25 % bo się dygam strasznie.

poniedziałek, 21 grudnia 2009

świątełczna gorołczka

Mery chrysmas patafiany!

Święta w dniu dzisiejszym nie są już odległą przyszłością , lecz koszmarem prawie spełnionym.Wszyscy jak jeden mąż zapierdalają po markietach oraz sklepach osiedlowych(jako ciekawostkę dodam że w języku suahili nie ma określenia na sklep osiedlowy - jako , że sklepy ani osiedla w Ugandzie nie istnieją).Nasze matki , żony i kochanki zapieprzają jak durne w kuchniach szykując pyszne świąteczne dania , które należy przygotować , bo tak każe tradycja.Chuj że nikt tego nie je , tradycja zobowiązuje.Mamy więc potem w Wigilię cały stół zastawiony chujstwem , którego musimy "choć spróbować" bo mama/żona/babcia opierdoli i nici z ruchania na tydzień.Jednakże samo żarcie to jeszcze przysłowiowy mały pikuś.Najgorszy jest najazd Hordy.Zapowiadany od tygodni , jednak zawsze nadchodzi za wcześnie... stare upudrowane ciotki muszą wycałować i wytargać za włosy , wujkowie zapytują czy jakaś panna w oko wpadła , zaś dziadek stary zbol czy cycki ma fajne.Pewnie , że fajne po kiego mi panna z cycem niewyjściowym.Kiedy już barbarzyńcy zasiądą do stołu , rozpoczyna się wpierdylanie.Rytuał opisałem powyżej - nie będę więc powtarzał.Zanim zaczyna się wielka wyżera , należy podzielić się , uprzednio zajebanym z plebanii (ja tak robię :P) opłatkiem.I czegóż można życzyć ciotce z która oto rozmawia się tylko o jej półpaścu?Lub dziadkowi co i tak nie słyszy?


Wracając do porządku chronologicznego nadchodzi czas prezentów.Nie mam nic przeciwko czapkom i szalikom , jednakże dwa kartony to już przegina.

Gdy już obżarci po gardłodziurki padamy spać , nadchodzi niczym rachunek z gazowni drugi dzień świąt.A wraz z nim aqua vitae populo poloniae - wódka!Nagle przypomina się kto komu 40 lat wcześniej zajebał ulubioną czekoladę , czemu dziadek to głupek , a babcia lafirynda.Ze zdumieniem zakrytym alkoholową mgiełką słuchamy jak to wujek policjant szyby wybijał , a ciotka ważąca miliard ton popierdalała w mini , budząc chuć płci brzydszej i zgorszenie dziadostwa.

Niedowierzanie nasze kończy coroczna zadyma , gdy od co bardziej krewkiego krewnego otrzymujem cios patelnią między oczy za nazwanie jego kochanej mamusi kaszalotem.Nie twoja wina , że skojarzenie samo się nasuwało...

Drugiego dnia świąt siedzisz i pijesz kawę na kaca i obiecujesz sobie , że nigdy więcej nie zorganizujesz świąt dla "tych debili" , choć dobrze wiesz , że oszukujesz sam siebie.


Wszystkie podobieństwa do żyjących osób i prawdziwych zdarzeń zamierzone.


Śledziu

czwartek, 3 grudnia 2009

mark of the bam!

Kwiecień 1989 roku.

Zatłoczony tramwaj , w ciepły wiosenny dzień.Młoda matka trzyma na rękach dwuletniego chłopca.Wśród współpasażerów cała mozaika społeczna końca PRL.Siedzący opodal matki menel zagaduje uprzejmie:
-Och!Jakie ładne dziecko!Chcesz do wujka?Daj wujkowi buzi!
Mimo zgrozy na twarzy swojej matki chłopiec ochoczo całuje menela w policzek.
Ot historyjka jakich wiele , nic ciekawego.
Czyżby?

Lato 2001

Ten sam chłopiec , nieco jednak starszy czeka pod sklepem.Po chwili w drzwiach monopola , widzi zadowoloną twarz kumpla:
-Sprzedała!Idziemy!
Po chwili odkręcają wina w pobliskim lesie i jak to ludzie młodzi , upijają się do nieprzytomności.

Wrzesień 2008

Punkowy koncert , muzyka napierdala , ludzie robią sobie krzywdę (tańczą).Tył znanej w pewnych kręgach knajpy.Dwóch młodych mężczyzn odkręca butelki i piją do dna.Porozumiewawcze spojrzenie i butelki po winie marki Wino , rozpryskują się o ścianę.

Grudzień 2009

-Śledziu , idziesz na jabola?
-No kurwa , co za pytanie...



I mówię kurwa , że to jest wina tego menela wtedy , a nie moja!