Mery chrysmas patafiany!
Święta w dniu dzisiejszym nie są już odległą przyszłością , lecz koszmarem prawie spełnionym.Wszyscy jak jeden mąż zapierdalają po markietach oraz sklepach osiedlowych(jako ciekawostkę dodam że w języku suahili nie ma określenia na sklep osiedlowy - jako , że sklepy ani osiedla w Ugandzie nie istnieją).Nasze matki , żony i kochanki zapieprzają jak durne w kuchniach szykując pyszne świąteczne dania , które należy przygotować , bo tak każe tradycja.Chuj że nikt tego nie je , tradycja zobowiązuje.Mamy więc potem w Wigilię cały stół zastawiony chujstwem , którego musimy "choć spróbować" bo mama/żona/babcia opierdoli i nici z ruchania na tydzień.Jednakże samo żarcie to jeszcze przysłowiowy mały pikuś.Najgorszy jest najazd Hordy.Zapowiadany od tygodni , jednak zawsze nadchodzi za wcześnie... stare upudrowane ciotki muszą wycałować i wytargać za włosy , wujkowie zapytują czy jakaś panna w oko wpadła , zaś dziadek stary zbol czy cycki ma fajne.Pewnie , że fajne po kiego mi panna z cycem niewyjściowym.Kiedy już barbarzyńcy zasiądą do stołu , rozpoczyna się wpierdylanie.Rytuał opisałem powyżej - nie będę więc powtarzał.Zanim zaczyna się wielka wyżera , należy podzielić się , uprzednio zajebanym z plebanii (ja tak robię :P) opłatkiem.I czegóż można życzyć ciotce z która oto rozmawia się tylko o jej półpaścu?Lub dziadkowi co i tak nie słyszy?
Wracając do porządku chronologicznego nadchodzi czas prezentów.Nie mam nic przeciwko czapkom i szalikom , jednakże dwa kartony to już przegina.
Gdy już obżarci po gardłodziurki padamy spać , nadchodzi niczym rachunek z gazowni drugi dzień świąt.A wraz z nim aqua vitae populo poloniae - wódka!Nagle przypomina się kto komu 40 lat wcześniej zajebał ulubioną czekoladę , czemu dziadek to głupek , a babcia lafirynda.Ze zdumieniem zakrytym alkoholową mgiełką słuchamy jak to wujek policjant szyby wybijał , a ciotka ważąca miliard ton popierdalała w mini , budząc chuć płci brzydszej i zgorszenie dziadostwa.
Niedowierzanie nasze kończy coroczna zadyma , gdy od co bardziej krewkiego krewnego otrzymujem cios patelnią między oczy za nazwanie jego kochanej mamusi kaszalotem.Nie twoja wina , że skojarzenie samo się nasuwało...
Drugiego dnia świąt siedzisz i pijesz kawę na kaca i obiecujesz sobie , że nigdy więcej nie zorganizujesz świąt dla "tych debili" , choć dobrze wiesz , że oszukujesz sam siebie.
Wszystkie podobieństwa do żyjących osób i prawdziwych zdarzeń zamierzone.
Śledziu
O OooO o!
- Hans i Śledziu i Śledziu i Hans
- Polska, Polska, Poland
- Jazda Jazdeczka Jazdunia.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Archiwum bloga
-
►
2010
(15)
- ► października (1)
-
▼
2009
(27)
- ► października (8)
u mnie to ja jestem najbardziej wypudrowana, ciotki się chowajo
OdpowiedzUsuńKurwa zapomniałeś o tym, że tradycyjnie dzicz i swołocz spotyka się na pasterce, gdzie w oczekiwaniu wybicia godziny 24 czeka dzierżąc na mrozie flaszki i opowiadając antysemickie dowcipy ;p
OdpowiedzUsuńJuchi